piątek, 4 listopada 2016

O magii słów... słów kilka



Słowa mówionego i pisanego używamy na co dzień, by ułatwić sobie życie. Z resztą, trudno tutaj mówić o ułatwianiu, gdy życie codzienne, jakie dotychczas prowadzimy, bez niego nie miałoby prawa istnieć. Tutaj zamierzam przyjrzeć się temu ciekawemu procesowi umysłowemu, który upycha myśli w słowach – i odwrotne – temu, który wydobywa ze słów zawarte w nich przesłanie.

Myśl, jak zapewne wiecie, jest bezformiem. Treścią, jeśli ktoś woli. Dlatego właśnie czasami, gdy znamy się z kimś bardzo blisko, nieraz wystarczy spojrzenie w oczy, by druga osoba zrozumiała jakąś prostą myśl. Jednak poza tym przykładem nie jest tak łatwo. Musimy nasze treści ubrać w formę. I, przyznajmy się do tego, niemal każdy z nas robi to nieświadomie.

Rozmawiając z dowolną osobą o polityce, piłce nożnej, modzie, gotowaniu, czy o jakimkolwiek innym powszechnym temacie nie budujemy wcześniej w głowie wypowiedzi. Nie zastanawiamy się, czy, w wypadku opisu zagrania piłkarskiego powiedzieć

1.      ,,Piotr udawał, że będzie strzelać w lewy róg, zmylił bramkarza, a strzelił w prawy”, czy może

2.       ,,Piotr  taktycznie zamarkował kopnięcie w lewe okienko, po czym oddał brawurowy strzał w przeciwny róg bramki, zdobywając owacje tłumów”.

I tak naprawdę powyższe dwa przykłady opisują dokładnie tą samą sytuację. Chciałoby się powiedzieć, że dobór słownictwa jest tutaj bez znaczenia. Że może ewentualnie druga wersja jest bardziej szczegółowa.

Nie jest. Wcale nie zawiera większej ilości informacji niż w przypadku pierwszego zdania. Różnica polega na czymś zupełnie innym. Dobór słów w zdaniu numer dwa, wraz z treścią przekazał ocenę informacji. Mowa o brawurowym strzale (to bardzo mocne słowo!), a do tego dochodzi taktyczne zamarkowanie oraz owacje tłumów. Zatem wszystko opisane jest bardzo korzystnie i ktoś, kto pierwszy raz o Piotrze słyszał, skojarzy go nie tylko jako dobrego piłkarza, ale w ogóle będzie miał z nim bardzo pozytywne konotacje.

Co w wypadku pierwszego zdania? Fakt, opisuje ono tą samą akcję, będącą dowodem piłkarskiego kunsztu Piotra. Jednak zwróćcie uwagę na słowa. Mowa o tym, że Piotr coś udawał i kogoś zmylił, co wcale nie kojarzy się najlepiej. Nie świadczy dobrze o naszym biednym Piotrze, który przecież strzelił gola w obu przypadkach.

Wiedza ta bywa wykorzystywana wielodziedzinowo. Nie mówię tutaj tylko o pisarzach, którzy chcą, by czytelnik polubił daną postać ;) . Mowa także o gazetach, które piszą o politykach, czy, podobnie jak w przykładzie, komentują sportowe eventy. Mowa o businessmanach, używających pozytywnych słów, celem wprowadzenia dobrej, korzystnej atmosfery.

Mowa o ludziach, którzy z automatu są brani za inteligentnych, bo używają wielu trudnych słów (co czasem mi się zdarza, ale jest to korzyść dodatkowa, nie cel. Mam takie zboczenie ,,zawodowe”, syndrom Tolkiena – po prostu uwielbiam słowa).

Chcę zwrócić tutaj uwagę na jedną rzecz. Pakujemy myśli w słowa nieświadomie, a wszelkie słowa nieświadomie interpretujemy i pozwalamy wpływać na ocenę treści. Tym prawem rządzą się słowa od kiedy tylko powstały.

Jednak można wykorzystać je nie tylko w sposób wpływający na ocenę. Możemy też na przykład malować słowami. Kolejne dwa przykłady:

1.      ,,Bardzo chcę być sławny i bogaty i wiele mogę dla tego zrobić”


2.      ,,Od zawsze przyświeca mi egzystencjalna idea, która sprawia, że wszystkie działania, jakie podejmuję, wszystkie trudy mają doprowadzić mnie to jednego celu. Umiłowałem sobie wizję  zasłużonej majętności i dobrobytu i choćbym miał być samotnym okrętem na owładniętym sztormem oceanie, wolę utonąć wpół drogi, niż zawrócić przed burzą i resztę życia umartwiać się nad próbą, której nawet nie podjąłem”

Przykład pierwszy – wiadomo, złe konotacje. ,,Chcę być sławny i bogaty” brzmi jakoś pysznie, nieestetycznie. Z kolei w drugim zdaniu dałem przykład tego samego, ale uczynionego pozytywnym (przyznajcie, że narrator kojarzy Wam się z pozytywną postacią) oraz zmetaforyzowałem przekaz i, tutaj ciekawostka dla wszystkich, szeroko pojętych, storytellerów – zaczęła się formować jakaś historia. Uczyniła treść łatwiejszą do zapamiętania, uruchomiła wyobraźnię, ale także pozostawiła pole do uzupełnienia jej.

Wyszedłem od pierwszego zdania, pisząc je zupełnie nie skupiając się na tym, co będzie w punkcie drugim. A w punkcie drugim powstało coś, co przecież mogłoby być prologiem/początkiem jakiejś historii w opowiadaniu czy powieści. I nie brzmiałoby przy tym jakoś bardzo źle, prawda?

Słowa takie jak ,,egzystencjalna idea”, ,,umiłowałem”, ,,majętność i dobrobyt”, ,, samotny okręt na owładniętym sztormem oceanie” ,,umartwianie się  mają może tą samą wartość jeśli chodzi o ocenę treści, co ich ,,proste” odpowiedniki, tzn: „pomysł”, „pokochałem”, „bogactwo”, „statek w burzy” czy ,,martwienie się”, ale mają niesamowitą moc pobudzania wyobraźni. Szczególnie widoczne jest to w wypadku statku.

Czy nasuwa się wobec tych wszystkich treści jakiś wniosek? Mnie tak, może wybiegnę dla niektórych za daleko, ale zazwyczaj wolę przesadzać w tą stronę. Uważam, że wzbogacenie słownictwa powszechnie przez nas używanego jest w stanie poprawić nasze życie. Daje większą swobodę w formułowaniu myśli, ułatwia komunikację, doładowuje wyobraźnie, która także w życiu jest bardzo istotna. I w ogóle powiedziałbym – czyni nas bardziej wszechstronnymi.

Fakt, że słowa jakich używamy, pochodzą z języka polskiego też nie jest tutaj bez znaczenia. W tym wypadku polskość jest naszym atutem.  Jako Polacy mamy niesamowity potencjał do dobrej gospodarki słów, a także uczenia się innych języków, o czym możecie dowiedzieć się w filmie Mateusza Grzesiaka.

Także mam nadzieję, że coś z moich słów wyciągniecie i że w jakimś stopniu zostawiam was zainspirowanych.

Albo lepiej:

Przyświeca mi idea, w której dzięki przekazaniu mojej koncepcji istotności słowa zarówno pisanego jak i mówionego, ludzie poczują motywację do umysłowego wzbogacenia swojego potencjału i przyczynię się do położenia kolejnej cegiełki na tworzonym przez każdego z nas moście do spełnienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz