wtorek, 13 września 2016

Inteligentna Konsumpcja

      Coraz mniejszy odsetek ludzi sięga po jakikolwiek rodzaj literatury. Nie zamierzam sądzić tutaj, czy można to nazwać problemem społecznym, albo w ogóle – problemem. Przyjmijmy to za fakt. Jednak dlaczego tak się dzieje? I jakie niesie to za sobą skutki?
Weźmy na początek poezję, której to popularność najbardziej ucierpiała w erze globalizacji. Dlaczego coraz rzadziej zdarza się człowiek, który z własnej woli i podążając za własnym pomysłem sięga po tomik poezji ulubionego autora, siada, otwiera  na przypadkowej stronie i na chwile wyostrza zmysły, by pojąć treść, którą autor starał się przekazać w kilku słowach?
Właśnie to wyostrzenie zmysłów, ta chwila  k o n c e n t r a c j i  jest tym, co wielu odstrasza. I dotyczy to szczególnie młodych. Żyjemy w czasach, gdzie w każdej chwili faszerowani jesteśmy setkami nowych informacji. Powiadomienia telefonu czyli nowe treści dodane przez znajomych, wiadomości – sport, polityka, nauka, religia. Sklepy, promocje, oferty, okazje, nowe rewolucyjne technologie. Eventy, imprezy, spotkania, posiedzenia. Nasz umysł żyje w ciągłym pośpiechu, selekcjonując informacje i starając się zapamiętać jak największą ilość tych najbardziej użytecznych, albo po prostu tych, które uznajemy za najbardziej wartościowe. Przyzwyczailiśmy umysł do szybkich decyzji, czym właśnie stworzyliśmy natłok myśli, który niemal każdy nieustannie ma w głowie. Umiejętność koncentracji wymiera. Wielu z was, czytając ten artykuł, pomyślało już prawdopodobnie o kilku zupełnie niezwiązanych z nim rzeczach.
Popularyzacji literatury nie sprzyja także nasz system szkolnictwa. Każe się gimnazjalistom przerabiać ,,Pana Tadeusza”, ,,Treny” czy ,,Balladynę” w momencie, gdy w dzisiejszych czasach te archaiczne dzieła trafiają głównie do koneserów poezji, którzy to koncentrują się nad nimi by zauważyć ukryte w nich wartości. A tyle jest przecież poezji współczesnej, łatwej do zrozumienia i interpretacji, pełnej neologizmów i upstrzonych wulgaryzmami, co uczyniłoby ją atrakcyjniejszą w oczach młodych i sprawiłoby, że nie utożsamialiby słowa ,,poezja” ze słowem ,,nuda”.
Wpływ szkolnictwa jest bardzo podobny jeśli chodzi o prozę. Sam dobrze pamiętam, mimo że uwielbiam czytać i pisać od kiedy fizycznie nauczyłem się to robić, jak nie trafił do mnie ,,Mały Książę” przerabiany w gimnazjum. I wiem, jaką moi znajomi przeżywali udrękę z ,,Krzyżakami”. Oczywiście, częściową winę ponosi za to brak umiejętności koncentracji, ale nie można przy tym przymknąć oka na zły dobór materiałów. Ja dopiero teraz, mając 20 lat i bardzo wiele przeczytanych książek na koncie sam sięgam po klasyków literatury i dopiero teraz to do mnie trafia.
Wspomniałem o ,,bardzo wielu przeczytanych książkach na koncie”. Podałbym przybliżoną ilość, ale nigdy nie przyszło mi do głowy policzenie średniej ilości książek pochłanianej przeze mnie rocznie, co niektórzy mają w zwyczaju robić. Jednak muszę tu zwrócić uwagę na to, że nie ma co chwalić się  i l o ś c i ą  przeczytanych książek. Nie uważam, by człowiek czytający, dajmy na to 300 książek rocznie mógł z uniesioną piersią mówić o sobie ,,bardzo dobry konsument literatury”. Bo jest jeszcze coś takiego, jak jakość przeczytania.
Jakość czytania… Brzmi to bardzo dziwnie, ale tym określeniem chciałem nazwać różnicę między pochłonięciem fabuły przedstawionej w książce i umiejętnością opowiedzenia jej w skrócie oraz pochwalenia (dobry autor, fajny pomysł, tego jeszcze nie było), a zmienienia się za pomocą przeczytanej książki, wpojenia przedstawionych w niej wartości, refleksji. Pomijam już rozwijanie wyobraźni i dobrego smaku, chodzi głównie o  u c z e n i e  s i ę  dzięki interpretacji przeczytanych treści. Praktyczny przykład? Człowiek ma akurat okazję do spróbowania heroiny, co wiadomo jak się kończy. W sumie już się zdecydował czeka na działkę. Przypomina mu się wtedy przeczytana jakiś czas temu powieść ,,Transspotting” Irvina Welscha (btw. Polecam) i scena, w której jeden z bohaterów też chciał tego raz spróbować. Więc… odmawia. I niewykluczone, że dzięki temu, że wpoił odpowiednio przekazywane w tej powieści treści, że zrobił dla nich miejsce w swoim umyśle i stały się one częścią niego, ocalił sobie życie.
Oczywiście, mimo mojego pro-literackiego nastawienia nie chcę, by moim przesłaniem było ,,czytajcie książki, to może ocalić wam życie”. Powiem więcej, dużo z tych ,,czytających” obraża tych, którzy nie czytają. Twierdzą, że nie można być inteligentnym nie czytając książek. Bezsens…
Oczywiście, że można. Znam bardzo wielu ludzi ,,nieczytających” znacznie inteligentniejszych ode mnie i bez problemu się do tego przyznaję. Jednak warto tu zwrócić uwagę na kilka kwestii. Raz, nie ma ludzi którzy  w  o g ó l e  nie czytają. Choćby artykuły tematyczne, gazety branżowe, strony internetowe poświęcone danemu tematowi… Poza tym tak, ci ludzie są inteligentni, ale też nie dzięki temu, że ,,nie marnują czasu na czytanie” a  pomimo tego. Bo tak, uważam, że czytanie uczyniłoby ich jeszcze inteligentniejszymi. Poprawiłoby zdolność koncentracji, wzbogaciło wyobraźnię i zapewniło te wszystkie korzyści, o których tutaj wspominam.
Cóż, dopóki żyjemy w świecie, w którym czytanie nie uchodzi za nienormalne, a literatura wciąż jest wydawana, nie ma większych powodów do zmartwień. A jeśli uważasz, że ten artykuł nie wniósł żadnych nowych treści do twojego życia, nie natchnął nowym przemyśleniem ani nie dowiedziałeś się niczego nowego – potraktuj to jako ćwiczenie na koncentrację/wyobraźnię i nie mów, że zmarnowałeś czas.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz