wtorek, 18 czerwca 2013

Geneza Czynu




1
Pewnego razu, skąpany w promieniach słońca
Wspomniałem deszczową wichurę minioną
Wstałem, gdyż tak nie mogło być bez końca
Ruszyłem pod czarną chmurę nożem ranioną

Gęste krople padały z nieba karmazynu
Siedziała na tym, co zostało ze schodów do słońca
Zobaczyłem ją i, co pamiętam, bałem się czynu
Albowiem wyglądała ona jak gwiazda gasnąca

Usiadłem obok niej, w oczach mając latarnie
I jakby nic nie było poza w deszczu skąpanymi nami
,,Rozświetlając ten mrok możesz skończyć marnie’’
Powiedział ktoś trzeci, choć byliśmy sami

Światło na nic się zdało, w mrok była odziana
A ja, mimo tych słów, byłem i to się liczyło
Nie prosiłem o zgodę, bo nigdy nie zostałaby wydana
Pokonując mrok ucałowałem jej lico, tak właśnie było

Spojrzała na mnie i mrok z siebie zrzuciła
Wnet świat zniknął, zostaliśmy w tym świetle sami
A jej oczy… I w nich latarnia się zapaliła
Niespodziewanie nakryła me wargi swoimi wargami

2
Nagle w głębi ciemnego znalazłem się lasu
W górę spojrzałem, czując drżenie przestworzy
Wnet pojąłem, iż jestem w świecie bez czasu
Wiedziałem tylko, że niebo zaraz się otworzy

Nie pamiętałem przeszłości swej ani imienia
Patrzyłem jeno w górę, na sacrum mej duszy
Jedyne co pamiętam to mój sens istnienia
Patrzyłem, jak przestarzałe niebo się kruszy

I otworzyło się sklepienie owego świata
Niczym ze wzburzonego morza dłoń się ukazała
A każdy palec niczym najwyższa wieża świata
Lecz była to część ludzkiej duszy, nie boskiego ciała

A w dłoni tej niemniejsze oko ujrzałem
Ze źrenicą niczym diament z soczewką ze złota
,,Kim jesteś?’’ spytałem, choć dobrze wiedziałem
,,Przecież znasz odpowiedź’’ odparła istota

,,Co robić?’’ tak brzmiało me pytanie
Zamyśliła się zjawa, myśli czułem wszędzie
,,Tak naprawdę chcesz wiedzieć co się stanie
Bądź sobą, a powiem ci jak będzie’’

3
,,Widzę was razem, choć nie rozmawiacie
Patrzycie na siebie przez ścianę kryształu
Sami jesteście, wręcz chyba kochacie
A kryształ pęka powoli, pomału’’

,,Widzę was razem, za ręce się trzymacie
Na koniec świata razem biegniecie
Nic nie znacie, choć wszystko znacie
Nic nie wiecie, lecz wszystko wiecie’’

,,Widzę was razem utwierdzonych łzami
Lecz nie traktuj tego jako wadę
Łzy muszą płynąć, czasem tak trzeba
Together as one, against all other’

,,Widzę was razem na złotym pomniku Lucyfera
Siedzicie razem, z duszą z żelaza
I choć złoty blask między was się wdziera
W waszej duszy nie widnieje ni jedna skaza’’

,,Widzę was razem, daleko, choć blisko
Gdy prócz siebie nie pragniecie niczego
Widzę też obalone zła siedlisko
Widzę was razem, blisko, choć daleko’’

4
,,O rozmarzony!’’ mówię ,,o rozmarzony!
Jeśli nie kłamiesz, to warto spróbować
Walczmy, by cały ten trud nie był stracony
Bym nie musiał czynów swych żałować’’

,,Skąd mogę wiedzieć co winnym robić
By jej miłość i zło mnie nie zniszczyły?
Do końca miłością serce chcę zdobić
Ostatnie myśli me tyle znaczyły…’’

,,Możliwe jest wszystko’’ przemawia z nieba
,,Kochaj i rób to, co serce ci podpowiada
Miłość. Ty i ona. Tyle tylko tutaj trzeba
Za dużo biernych słów to jednak wada’’


,,A o miłości szeptem się opowiada
Lub, jak teraz, nie mówi się w ogóle
Kto o tym zapomni, temu biada
Szeptaj więc, szeptaj. I kochaj ją czule’’

5
I tak, złączeni w monologu niepewności
Rozmawiamy, ja z niepewnym stworzeniem
Pewni jesteśmy jeno wartości miłości
Przekonani, że tylko ona wypełni to znaczeniem

Rozglądam się, myśląc nad czarnością lasu
Czy to czerń, czy cień przyszłości?
Może się wydarzyć, lecz muszę użyć czasu
To miłością mogę nadać jej wartości

W istocie marności swej pogrążony
Patrzę na niebo, na rozmówcę swego
Lecz może kiedyś to ja, czynem uchwalony
Spojrzę z góry na siebie marnego

,,Jak będzie, jak być może?’’ pytam spełnionego
Odpowiedź pada: ,,Nie unikniesz ty nowości
Unikniesz zepsutego umysłu dorosłego
Nie zdajesz sobie sprawy z wyobraźni twej głębokości’’

6
,,Kim ona jest?’’ pytam wizję dobrego człowieka
Odpowiedź pada: ,,Artystką, choćby nie tworzyła
Silną, nie porwał jej czas płynący niczym rzeka
Lepsza od wyobraźni, wszelkim prawom zaprzeczyła

,,Piękne ma ciało i piękną ma duszę
Prawdę mówiąc, opisać jej nie umiem
Lecz przecież umieć tego nie muszę’’
Prawdę odpowiadam: ,,Nie rozumiem’’

Mówi: ,,Kartezjusz nie rozumiał
Wiernych ma on na sumieniu
Niemożliwe to, nikt dotąd nie zrozumiał
Prawd zawartych w rozumieniu’’

,,Współnierozumienie – to dobre słowo
Nie o to chodzi, nigdy nie rozumiano
Sam siebie zrozumieć musisz na nowo
To nie zasady proszą, by je złamano’’

,,Zasad żadnych nigdy nie stworzono
Musisz tylko złamać swe przekonania
Nic  łatwego, pseudo-zasady zakorzeniono
Lecz wiedz, że warto dołożyć starania’’

,,Dane mi było się tego dowiedzieć
Wszystko znacie, nic nie znacie
Na koniec pragnę ci powiedzieć
Walczcie, a na pewno przetrwacie’’

7
Zniknęła istota, zniknęła czerń lasu
(Zaraz, co ta naprawdę zniknęło?)
I wrócił normalny bieg czasu
(Mam wrażenie, że dużo czasu minęło)

Ona odrywa swe usta od ust moich
Widzę jej oczy, uśmiechnięte szczerze
I wiem już co cierpienie jej ukoi
Nie rozumiem, ale głęboko wierzę

,,Kocham cię’’ tymi słowy ona przemawia
Odbiera mi mowę, zachwycony jestem wielce
A świetlista droga do słońca się naprawia
Wejdziemy tam razem, trzymając się za ręce

Będzie dobrze
Damy radę
Together as one
Against all other


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz