niedziela, 30 czerwca 2013

Bajka o wskrzeszeniu czasu - Martyna Cendrowska



\Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie, jak go wskrzesić.
Albert Einstein

Czas biegł. Drewniane podkłady kolejowe migały mu przed oczyma. Jeden, dwa, trzy... Było ich mnóstwo. Wiatr delikatnie kołysał trawą wzdłuż torów. Czas nie bał się, że znad przeciwka  nadjedzie pociąg.  Linia była nieużywana od wielu lat. Właściwie, to nawet on sam nie pamiętał, kiedy ostatnio przejeżdżał tędy jakiś pociąg. Musiał by spytać o to Przeszłość.  Daleko za nim, na granatowym niebie, jasna błyskawica przecięła niebo w poprzek. Czas przyspieszył. Już niedaleko, wiedział to, bywał tu każdego dnia. Znał drogę na pamięć. Jeszcze tylko zakręt i zaraz zobaczy to miejsce. Miejsce,  które przywoływało do niego najpiękniejsze wspomnienia, jakie miał...  Minąwszy zakręt, dotarł do celu. Spojrzał przed siebie. Czerwone niebo na zachodzie kontrastowało z granatem po przeciwnej stronie. Lubił patrzeć, jak kończy się dzień. Koniec. To słowo napajało go szaleńczą fascynacją.
Wszedł. Po podłodze walały się śmieci, wybite okna wpuszczały do środka ostatnie promienie słońca. Ściany zdobiło stare graffiti, znaki lub zdania wypisane tu dawno temu przez pragnących swobody nastolatków. Czas usiadł na przeciw największego okna i, zdjąwszy plecak, rzucił go niedbale obok siebie. Wyjął z kieszeni paczkę papierosów i wziął ostatniego. Nikły płomień zapalniczki zadrżał w powietrzu przesyconym pyłem i wspomnieniami. Zaciągnął się i wypuścił kłąb dymu, przyglądając mu się przez chwile. Świat wokół zdawał się nie istnieć. Czas przypominał sobie życie. Wszystkie piękne momenty przemknęły mu przed oczyma. Jeśli ktokolwiek wszedł by teraz i zobaczył go siedzącego pod ścianą, pomyślałby, że jest on w stanie osłupienia katatonicznego. Nagle, może zbyt gwałtownie, zamrugał powiekami. Czas wręcz mechanicznie zgasił papierosa i rzucił go gdzieś obok. Równie mechanicznie sięgnął po plecak. Gruba lina nadal tam tkwiła, a więc jeszcze żył. Wstał. Podszedł do cegieł, które leżały pod ścianą.
-Będą idealne - pomyślał - jak niewiele rzeczy, na tym świecie.
Ułożył je równo i dokładnie, nie chciał przecież spaść. Zaskakujące, jak ostatnie czynności w życiu, były dla niego tak niezwykle ważne. Pewnym krokiem wszedł na ułożone z cegieł podium. Sznur trzymał w lewej ręce. Zawiązał go dokładnie na wystających z sufitu drutach. Pętlę założył sobie na szyję. Wiedział, że nie ma już odwrotu. Przez krótką chwilę zastanawiał się, czy nie napisać listu, jak robią to zwykle samobójcy. Jednak odegnał od siebie tę myśl.
-To bez sensu - powiedział do siebie samego, tak jak by chciał się upewnić, że ma rację - przecież tak robią tylko ci, którzy czekają, aż ktoś im pomoże. Tylko ci, którzy liczą na ratunek. Na współczucie. Ja na pewno do nich nie należę! - ostatnie zdanie wypowiedział może trochę zbyt gwałtownie. Na potwierdzenie swoich słów skoczył w dół. Śmierć była szybka. Rdzeń kręgowy został przerwany. Czas nawet nie poczuł bólu.
Na dworze z oszalałą prędkością zaczął wiać wiatr. Ogromnie krople deszczu uderzały ziemię. Po ciszy nie było ani śladu.. Gdyby ktoś teraz stał przy torach, nie usłyszałby nawet cichego dźwięku pociągu sunącego po szynach. Ciało Czasu smutnie wisiało w budynku, czekając. Chciał tylko wolności.
Był to dzień, w którym pękło niebo.
***
Teraźniejszość podniosła wzrok znad gazety i znieruchomiała. Nie wiedzieć czemu, poczuła sie zagubiona. Ogarnął ją paniczny lęk. Sięgnęła po telefon leżący na stole i wybrała numer do Przeszłości. Czuła, że stało się coś złego. Nie tyle z nią, lecz z kimś innym. Przez ułamek sekundy pomyślała o Czasie. Nie, to nie mogła być prawda. Usłyszała sygnał w słuchawce, a po chwili poważny głos Przeszłości
-Tak, słucham. - Odpowiedziała jej głucha cisza. Teraźniejszość nie mówiła nic. Przeszłość już chciała rozłączyć się, kiedy usłyszała cichy głos siostry.
-Coś się wydarzyło. Ja... Czuję, że to coś z Czasem.
-Co znów? -Z wyrzutem spytała Przeszłość. - Tak bardzo się nim przejmujesz, a nie jest ci do niczego potrzebny, sądzę...
-Jest! - Przerwała jej Teraźniejszość. - Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo. Gubię się bez niego.
-Nadal sądzę, że...
-Przestań! Proszę cię... Jedź ze mną, zanim będzie za późno. Zanim Ona po niego przyjdzie.
-Jaka Ona?
-Dobrze wiesz.
Przeszłość zastanawiała się chwilę. Dla Teraźniejszości ta chwila zdawała się trwać wiecznie.
-Za dziesięć minut będę u ciebie. Ale obiecaj mi, że będziesz uważać, wiesz przecież że Ona nie ma skrupułów.
-Czekam - powiedziała tylko Teraźniejszości i rozłączyła się.
Przeszłość poszła po kluczyki i założyła na siebie kurtkę. Deszcz wciąż padał. Wyszła z mieszkania i zeszła schodami na dół. Wsiadła do samochodu. Przekręciła kluczyki w stacyjce, wrzuciła bieg. Po kilku minutach dotarła na miejsce.  Jej siostra czekała na dworze, a deszcz zmoczył jej krótkie, kasztanowe włosy. Wsiadła. Obie w milczeniu jechały przed siebie.
***

Była piękna. Długie czarne włosy sięgały jej do pasa. Czerwone usta kontrastowały z prawie białą skórą, a w czarnych oczach nie było nawet krzty ciepła. Długa, czarna, koronkowa sukienka opinała jej szczupłe ciało. Biło od niej przenikliwe zimno i blask. Zdawało się, że Śmierć jest  doskonała.
Wyszła z pociągu, który lekko i bezszelestnie zatrzymał się przy budynku. Deszcz ustał.  Śmierć nie spieszyła się, chociaż wiedziała, że one zaraz tu będę. Szła tak delikatnie, iż zdawało się, że unosi się nad ziemią. W połowie drogi zatrzymała się. Wciągnęła powietrze głęboko do płuc. Czuła go. Jego dusza czekała na wolność. Z uśmiechem na twarzy ruszyła przed siebie.
***
- Pospiesz się! - Krzyknęła Teraźniejszość do siostry, która została daleko w tyle.
-No przecież biegnę - opowiedziała zmęczona Przeszłość.
Teraźniejszość czuła, że Śmierć jest blisko. Przyspieszyła kroku i już nie czekała na siostrę. Teraz liczył się tylko Czas. Wiedziała, że może jeszcze się udać.
-Jeszcze tylko kilkaset metrów, dasz radę - powiedziała sama do siebie, gdy nagle zobaczyła czarny pociąg. - O nie... Nie oddam cię jej! - Krew zaszumiała jej w uszach, a serce zaczęło mocniej bić. Dobiegła przed budynek i zobaczyła Śmierć. Nie bała się. Nie czuła nic. Nie próbowała nawet uspokoić oddechu. Wyprzedziła Śmierć i wbiegła do budynku. To, co zobaczyła, sparaliżowało ją całkowicie. Po chwili obok niej stanęła Śmierć. Jej zimny dotyk dłoni sprawił, że Teraźniejszość powróciła do normalnego stanu. Natychmiast zrzuciła rękę Śmierci ze swojego ramienia.
-Nawet nie waż się mnie dotykać - wycedziła przez zęby. Śmierć obdarzyła ją tylko ironicznym uśmiechem.
-To nie ja po niego przyszłam, on sam mnie wezwał.
Teraźniejszość milczała. Myślała nad tym, jak odzyskać Czas. Wiedziała, że Śmierć zgodzi się na to, tylko jeśli otrzyma lepszą ofertę. A dusza Czasu była towarem niezwykle cennym. Trudno będzie to przebić.
-Nie zabieraj go... - Teraźniejszość zdołała powiedzieć tylko tyle. Śmierć tylko się zaśmiała.
-Na prawdę uważasz, że tak po prostu Ci go oddam? W tym świecie nie ma nic za darmo, w  tamtym również. Zresztą, ty dobrze o tym wiesz.
-Ja... Mogę dać ci wszystko!
-Wszystko? Lepiej zważ na słowa.
-Za jego duszę dam ci swoją.
-Nie! - Śmierć i Teraźniejszość odwróciły się gwałtownie. Za nimi stała Przeszłość.  - Oszalałaś?! Nie możesz tego zrobić. Przez to zginiesz nie tylko ty. Ja i Przyszłość tak samo. Za wiele od Ciebie zależy...
-A co z Czasem? Wiem, że go nie lubisz, ale postaw się w mojej sytuacji. Ja go potrzebuję.
-A ty postaw się w mojej i Przyszłości. Jak możesz zrobić coś takiego własnym siostrom?!
-Dość. - Powiedziała cicho, lecz stanowczo Śmierć. - Nie mam czasu na wasze kłótnie. Oddajesz swoją duszę? Na taki układ mogę się zgodzić.
-Jednak ja zaproponuję coś innego - szybko powiedziała Przeszłość.
-Słucham?
-Nie zabierzesz duszy Teraźniejszości, jednak zabierzesz coś od mnie i Przyszłości. Ja oddam ci nadzieję, a Przyszłość pamięć. Zgadzasz się na to?
-To za mało.
-Za mało? Dajemy ci to, co jest dla nas najcenniejsze, a dla ciebie to za mało?
-Tak. Jesteście trzy. Chcę trzecią rzecz, nie ważne od kogo.
-Nie ma sensu się tak poświęcać - powiedziała Teraźniejszość do Przeszłości. - Zresztą, co powie na to Przyszłość?
-Przestań. Wolę oddać jej to, niż całą ciebie. Przyszłość powiedziała by to samo. - Przeszłość nachyliła sie nad siostrą i wyszeptała - już wiem, co damy Śmierci, jednak musisz mi obiecać, że zawsze będziesz dobrze wykorzystywać Czas, bo on już nigdy więcej nie zmartwychwstanie.
-Jak to?
-To proste, on odda Śmierci swoją nieśmiertelność. To będzie trzecią rzeczą.
-A ja? Dlaczego ja nie mogę oddać swojej nieśmiertelności?
-Gdybyś ją oddała, codziennie umierałabyś i rodziła się na nowo. Jak wtedy dała byś sobie radę z życiem? Przemyśl to. Inaczej on odejdzie na zawsze.
-A jeśli mi tego nie wybaczy?
-Nie wybaczy ci, jeśli teraz nie zrobisz nic. Nie ma innego wyjścia. Musimy to zrobić.
-A co dostanie Czas?
-O to się nie martw.  Możesz być pewna, że każda z nas coś mu da.
-Dobrze więc.
Przeszłość zwróciła się do Śmierci.
-Nieśmiertelność. Trzecią rzeczą będzie nieśmiertelność Czasu.
-Nadzieja, Pamięć i Nieśmiertelność. Dobrze więc, zgoda. Czas wróci do życia. - Powiedziawszy to, Śmierć uniosła ręce do góry i wypowiedziała słowa, w dziwnym, nieznanym Teraźniejszości  i Przeszłości języku. Nagle w budynku zawiał ciepły wiatr, drobinki pyłu błyszczały i unosiły się w powietrzu. Po chwili uformowały się w postać Czasu. Rozbłysło jasne światło, a wiatr ucichł. Czas wrócił do życia. Teraźniejszość i Przeszłość od razu do niego podbiegły. Śmierć zebrała światło w małą, szklaną kulę i, zamknąwszy ją szczelnie, powiesiła sobie na szyi. Odeszła cicho i bezszelestnie, tak samo, jak się tu pojawiła. Czarny pociąg szybko odjechał.
***
-Popatrz na to zdjęcie - Przeszłość podała starą fotografię siostrom.
-Już nawet tu widać, że mamy siwe pasma - zauważa Przyszłość.
Trzy młode dziewczyn obejmują się i uśmiechają. Pierwsza od lewej jest Przeszłość. Jej jasne blond włosy przecinają siwe pasma. Druga, Teraźniejszość, Nawet się nie uśmiechnęła. Siwe pasmo zdobi jej krótkie, kasztanowe włosy. Ostatnia, Przyszłość, uśmiecha się szeroko. Siwe pasma na jej niebieskich włosach zdają się być tam specjalnie. Tylko jej siostry wiedzą, że jest to zapłata dla Czasu, który od momentu spotkania ze Śmiercią nie tylko oddał, ale też zyskał. Tylko ich czwórka wie, że od tamtego momentu Czas, aby ciągle iść do przodu, zabiera każdemu odrobinę młodości. Przeszłość nie ma już nadziei na poprawę, a Przyszłość nie wie, co ją czeka, ale ma nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży. Tylko Teraźniejszość, mimo, że nie oddała nic, czuła, że oddała bardzo wiele. Czas już nigdy nie będzie jej.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz